Moja dziewczyna dostała…

Moja dziewczyna dostała wezwanie do zapłacenia mandatu za parkowanie w miejscu gdzie parkować nie można. 100zł. Bez zdjęcia, bez niczego. Normalnie pewnie by zapłaciła, ale zupełnie nie kojarzyła adresu gdzie rzekomo stała. Sprawdziła w google maps, a tam nie ma żadnych znajomych blisko, brak kina, taki totalnie pusty dla niej punkt.

Po tygodniu pojechała do strażaków miejskich, oni że tak, jest do zapłaty. Poprosiła o zdjęcie. Oni znaleźli, pokazali jej to. Ma światła stopu, chciała się włączył do ruchu, a jakiś koleś wysyłał zdjęcie na komendę, że zaparkowała samochód na ulicy. Strażak od razu przyznał jej rację i powiedział, że kasuje mandat, bo rzeczywiście jest w ruchu. Moja luba zdziwiona „a to panstwo tego nie weryfikują w zaden sposob przed wysłaniem mandatów?” a on „nie xD”. Wyobrażacie sobie ile takich wezwań idzie rocznie i ile osób wysyła stówkę, bo nie chce im się latać po jakiś komendach? Oczywiście nie ma żadnych zwrótów kosztów dla niej za przyjechanie i czekanie godziny w kolejce. Do tego dostała adres w dzielnicy gdzie to się wydarzyło. Jest z Warszawy, jakby była w Szczecinie na wyjeździe to tam by musiała jechać, żeby się przekonać, że mandat jej się nie należy?

Zadziwiające jest też źródło tego zdjęcia. Jakiś koleś wraca do domu po pracy, parkuje, zmęczony wraca do domu i zamiast odpocząć to siada do kompa i zaczyna przeglądać filmik i wysyła do komendy donosy na ludzi? Nawet jak nie złamali przepisów i w żaden sposób mu nie utrudnili dnia? Nie wiem.
#polskiedrogi #motoryzacja #przepisy