#sepecharecenzuje Le Mans…

#sepecharecenzuje Le Mans ’66

Amerykanie potrafią robić filmowe laurki swoim rodakom, niech skonam. I trzeba przyznać, że robią to z rozmachem i pałającą z każdego kadru dumą. A jeśli rodzime kino woli kręcić się wokół Polaków donoszących na żydów, w porządku! Ale nie dziwcie się, że do kina dużo bardziej ciągnie mnie na filmy pokroju Le Mans ’66.

+trudno nie zacząć od znakomitego duetu Bale’a i Damona. Dwóch utalentowanych aktorów i znakomite dialogi.
+wyczuwalna prędkość, kamera mknąca tuż przy ziemi wbija w fotel, nie jest to niedzielna przejadżka Żukiem ze starym.
+i od razu kapitalna praca kamery oraz bogata oprawa audiowizualna
+sceny wyścigów, mmm mm
+silnie emocjonalny, głównie dzięki szczegółowo zarysowanyn relacjom wokół głównych bohaterów
+w tle pokazuje ludzkie skurczysyństwo i dramat Kena Milesa

-w pewnym momencie delikatny poślizg fabuły i spowolnienie tempa

No i co mam powiedzieć, 9/10. Jak zawsze deczko na wyrost, ale takie kino niezmiernie mnie wciąga i zachwyca. Natomiast jest to film robiący największe wrażenie na kinowym ekranie, dlatego nie czekajcie na hd cam z kąta 20 stopni, tylko sypnijcie groszem na bilet, bo warto! Kolejna produkcja, która z hukiem wjeżdża do tegorocznej topki. Polecam serdecznie!

#kino #film #recenzja #dramat #motoryzacja #lemans #christianbale #ford